Krzysztof Zwarycz  (facebook)

 4 grudnia o 00:58 · Anaheim, California, Stany Zjednoczone ·

 Mamy to srebrny medal mistrzostwa Świata 

   4 grudnia o 02:10 · Anaheim, California, Stany Zjednoczone ·

 

 

Jest Vicemistrzostwo Świata !!!Chciałbym podziękować za wsparcie Maciej Zwarycz Klubowi Sportowemu Budowlani Opole, trenerowi Ryszardowi Szewczykowi, Bartlomiej Bonk, Krzysztofowi Siemionowi, Mariusz Paliświat,  którzy pomogli mi na dzisiejszym starcie, prezydentowi miasta Opole Arkadiusz Wiśniewski, urząd marszałkowski województwa opolskiego, Ministerstwo sportu i turystyki, Sportoweopole.pl,  miastu Opole,  firmie Konsalnet i Górażdże Cement, Wyższa Szkoła Zarządzania i Administracji w Opolu, dziekanowi WSZiA w Opolu Tadeuszowi Pokusie i wszystkim innym, którzy wspierali mnie w przygotowaniach, a z powodu emocji mogłem ich tutaj pominąć ! BMZ Team górą ! A jutro zapraszam do Kibicowania Arkadiusz Michalski !!!! POLSKA

 



 Na kilkadziesiąt godzin przed występem w Anaheim, w katowickim "Sporcie" ukazała się  rozmowa z Krzysztofem Zwaryczem, autorstwa red. Marka Hajkowskiego. Poniżej ten artykuł:

 Od myślenia są inni, ja tylko dźwigam Rozmowa z Krzysztofem Zwaryczem, naszym czołowym sztangistą

 - Obserwując wrzucane do sieci filmiki, można było odnieść wrażenie, że ostatnie zgrupowanie w Spale przepracował pan solidnie. Widać na nich prawidłowo zaliczane podejścia i wyraźną zwyżkę formy przed najważniejszymi zawodami w roku. Czy to się przełoży na wynik na MŚ w Anaheim?

 - Jestem przygotowany, czuję się dobrze i pozostaje mi tylko czekać na niedzielny start. W Kalifornii jest ładna pogoda, świeci słońce, co ma wpływ na moje samopoczucie i pobudza nie do walki na pomoście. Jestem dobrej myśli. Nic mnie nie boli, nic nie jest mi stanie przeszkodzić w rywalizacji z najsilniejszymi ludźmi świata w kategorii 85 kg.

- Po prognozowanych wynikach widać, że Irańczyk Kianoush Rostami, rekordzista globu, mistrz olimpijski z Rio i wicemistrz z Londynu oraz Chilijczyk Arley Mendez Perez są poza zasięgiem. Obaj zgłosili w dwuboju 380 kg, pan 367 kg, a pozostali rywale zakładają uzyskać niewiele mniej...

 - Widziałem listę startową, ale specjalnie się w nią nie zagłębiałem, bo to nie ma większego sensu. Wychodzę bowiem z założenia, że papier nie dźwiga ciężarów, a wszystko weryfikuje pomost. Perez na ostatnich igrzyskach boliwaryjskich uzyskał 382 kg, ale to wcale nie znaczy, że nie jest w moim zasięgu. Wszystko rozstrzygnie się w bezpośredniej rywalizacji.

- Jaki wynik pana usatysfakcjonuje?

 - Wszystko powyżej 365 kg, a start uznam za udany, jeśli zaliczę 5, 6 podejść. Zaliczając dwie próby, trudno myśleć o zajęciu wysokiego miejsca. Z drugiej strony, trzeba zrobić wszystko, by mieć poczucie, że dało się z siebie maksimum. Nie ukrywam, że uwielbiam startować. Na treningu więcej niż 360 kg nie atakowałem. Lubię czuć atmosferę zawodów, poczuć zwiększony poziom adrenaliny, krzyknąć, pobudzić się. W takich momentach sztanga sama się unosi, a ja ją tylko prowadzę...

 - Na początku listopada, podczas mistrzostw Polski w Zamościu, wygrał pan wynikiem 355 kg, mając 4 udane próby...

 - Tamte zawody potraktowałem jako mocny sprawdzian. Nie wszystko wyszło tak jak zakładałem bo do 160 kg w rwaniu i 195 kg w podrzucie musiałem podchodzić dwukrotnie, bo sędziowie dopatrzyli się dociskania sztangi w stawach łokciowych. Nie miałem więc okazji rozwinąć skrzydeł.

 - Ale przy 195 kg chyba się pan pośpieszył.

 - Sztanga była lekka i faktycznie jak najszybciej chciałem ją wybić nad głowę. Nie było sensu czekać. Za bardzo jednak okręciła mi się w barkach i spaliłem to podejście. W trzecim skorygowałem błędy i poszło gładko. Oby tak na mistrzostwach świata.

 - Na tych zawodach ważył pan 84,8 kg, a jak jest teraz?

 - W porządku. Zmieniłem kategorię i waga nie stanowi dla mnie problemu. Nic nie muszę zbijać, więc jeden problem mam z głowy. Gdy startowałem w kategorii 77 kg, to przed zawodami musiałem zrzucać po 6, 7 kg. Tak było na przykład na MŚ w 2013 roku we Wrocławiu, gdzie zająłem 5. miejsce i zdobyłem brązowy medal w rwaniu.

 - W niedzielę pewnie by pan nim nie pogardził...

 - Naprawdę nie chcę się napalać na nic konkretnego, bo to do niczego dobrego nie prowadzi. Chcę w spokoju przeżyć te ostatnie dni, a w dzień zawodów przebrać się, przejść oficjalne ważenie i na świeżo zaliczać podejścia. Od myślenia będą Bartek Bonk i Krzysztof Siemion, którzy będą ze mną na starcie. Musimy współpracować.

- Bartłomiej Bonk, brązowy medalista igrzysk olimpijskich w Londynie, Arkadiusz Michalski, trzykrotny medalista ME, który wystartuje w poniedziałek o 2.30 w kategorii 105 kg, i pan od jakiegoś czasu tworzycie team pod kryptonimem BMZ.

 - Działamy razem w Budowlanych Opole, ale chcemy zrobić coś ponadto. Skrzyknęliśmy się i zapraszamy chętnych do poznania dwuboju olimpijskiego. Mamy za sobą pierwsze zgrupowanie we Władysławowie, a kolejne planujemy od 15 do 20 grudnia w Spale. Na tę chwilę zgłosiło się 9 osób, ale liczymy na więcej. Jest kolizja terminów, bo priorytetem są dla nas zawody, ale szukamy sposobów, byt to jakoś pogodzić. Dla nas najbliższe zgrupowanie będzie formą roztrenowania.

 - Przy zmianie strefy czasowej, podstawą jest aklimatyzacja. Ma pan z nią problem?

 - Nie. Jestem starszy, bardziej doświadczony i wiem, w jaki sposób lepiej ją znieść. Gdy miałem 18 czy 19 lat i jechałem ma zawody do Kolumbii, nie wiedziałem jak się zmierzyć z tym problemem. Zaciągałem więc żaluzje w hotelu, robiąc sobie noc. Teraz już wiem, jak się to robi. Przyleciałem w sobotę i "przeciągnąłem" do godzin wieczornych tamtejszego czasu i po dwóch dniach, trzech zacząłem normalnie funkcjonować.

- To dla pana pierwszy raz na zachodnim wybrzeżu USA?

 - Tak. W Nowym Jorku byłem 4 czy 5 razy, ale w Kalifornii jestem po raz pierwszy.

 

Rozmawiał: Marek Hajkowski


 


Sponsorzy